“Explore your highlights, synchronize your data, and change your settings.”

Przyznałam się ostatnio przed sobą do czegoś, co mnie trochę zdziwiło.

Chodzi o to, że… jestem sfrustrowana ilością książek i wiedzy na świecie. ?!

Już tłumaczę. Lubię się uczyć i lubię czytać książki. Kiedyś, w moim małym miasteczku, biegałam po nie do biblioteki miejskiej, później miałam zaufaną panią w bibliotece szkolnej (podsuwała mi nowości), ostatecznie w domu też zawsze było coś do poczytania w nurcie klasycznej beletrystyki czy książek historyczno-geograficznych.

Mam z tematami dookoło-książkowymi dobre wspomnienia – od ślizgania się w papuciach na gumce po podłodze biblioteki miejskiej wewnątrz zamku krzyżackiego w mojej mieścinie, ; poprzez męczarnie i czytanie “Hobbita” na odwrócenie uwagi po wyrwaniu dwóch ósemek w gimnazjum; aż po kupowanie książki na studencką podróż pociągiem do domu. Nie zapomnę przygody z panem z przedziału, który chciał zagadać, ale nie wiedział jak, więc zapytał co to za książka, że ma gołą babę na okładce.

Obcowanie z książkami lubię i uważam, że zawsze wyciągnę jakąś ciekawą myśl z tego co aktualnie czytam. I dokładnie w tym miejscu zaczynają się schody mojego natręctwa. Czytam, jestem zainteresowana, jakaś wypowiedź łapie moją uwagę i … chcę ją natychmiast zapisać i zapamiętać. W ten sposób przedłużam proces czytania (gdzie mój długopis, gdzie mój telefon, mamy jakiś kawałek papieru?) i sprawiam, że czytanie czegokolwiek niebezpiecznie zbliża się do uczenia się na maturę z podręcznika do historii.

Jako nastolatka miałam przy łóżku żółty notes w linię (koniecznie na sprężynie) w którym zapisywałam cytaty któe mnie rozśmieszyły i zainteresowały. Zabawanym wycinkiem mojego życie nastoletniego był notes który znalazłam kilka lat temu i który okazał się być żyłą złota cytatów z “Wiedźmina”. Po książkach bibliotecznych nigdy nie pisałam, ten etap zaczął się wraz z kupowaniem własnych tomów oraz z pogłębieniem mojego natręctwa poprzez włączenie do arsenału czytelniczego zakreślaczy i karteczek-znaczników.

Efekt tych zabiegów był taki, że przez kilka ostatnich lat, kiedy moje życie nabrało tempa, odstawiłam czytanie w kąt bo kojarzyło mi się z czynnoscią mecząca i wymagającą akcesoriów. W międzyczasie nabyłam też czytnik książek i po krótkim romansie rzuciłam go w kąt bo nie dość, że nie chciało mi się czytać to jeszcze, kiedy już czytałam, nie mogłam sobie po nim pobazgrać. A tak mi się przynajmniej wydawało…

Od kilku miesięcy na nowo używam mojego czytnika Kindle, z którym bardzo się polubiliśmy do czytania przed snem. Znalazłam też patent na zakreślanie i wracanie do najciekawszych wyrywków. Tym sposobem jest Readwise, aplikacja, która nie dość, że zbiera i kategoryzuje cytaty wg książek wraz z odnośnikami do stron z których dane myśli pochodzą; to jeszcze posiada opcję wysyłania zbioru przypadkowych wyróżnionych fragmentów z różnych książek w formie newslettera. Tyle wygrać!

Moje dzisiejsze cytaty to remix książek z 2013 które czytałam i o których totalnie zapomniałam, z książkami do których bardzo chciałabym wracać regularnie. Przykładowy ekstrakt z dzisiaj:

To nowe odkrycie na mojej mapie totalnie trywialnych gadżetów, które przyniosło mi wiele radośći. W ten sposób nie muszę przetrząsać swojego nastoletniego biurka w poszukiwaniu inspiracji sprzed dekady czy dwóch. Uważam, że to dobry sposób na ukojenie rozczarowania ulotną pamięcią ale też ciekawa podróż w czasie do swojego mózgu i stanu w momencie czytania.

Prawdę mówiąc, zapomniałam, że był czas kiedy interesowała mnie biografia Tonyego Blaira…

Author: K

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *