“Nie da się odróżnić parodii odpowiednio ekstremalnego poglądu od jego rzeczywistego wyrazu.”

Ostatnie tygodnie były ostrą, emocjlaną wyżymaczką a śledzenie wiadomości z kraju zmieniło się w coś co moi anglojęzyczni koledzy i koleżanki nazywają “downward spiral”, i ja się pod tym podpisuję.

Moje zdanie w temacie jest takie, że wierzę głęboko, że los władz naszego kraju jest zapisany w gwiazdach… A konkretniej w konstelacji ***** ***.

Ogólnie rzecz ujmując, na świecie jest ostatnio nietęgo a to dla odmiany wymusiło na mnie wprowadzenie kilku rozpraszaczy i umilaczy do moich spędzanych w domu dni. Niezbadany jest proces który mnie doprowadził do wyłonienia moich faworytow i mechanizmow ogarniania codzienności. Niemniej jedna mamy rok 2020 więc nie zadaję zbyt wielu pytań i robię to co (chwilowo) działa.

Na ten moment to:

  • Z przyczyn mi nieznanych, bardzo uspokaja mnie oglądanie filmików na Youtube o oszczędzaniu i zarządzaniu domowym budżetem. Temat średnio przyjemny i zdecydowanie nie z kategori najlżejszych w niestabilnym finansowo roku obecnym, jednak siadł mi jak żaden inny. Może to ich urok, może to… chęć uczepienia się czegoś nad czym mogę mieć kontrolę. Przy okazji w filmach tych często poruszany jest temat nieulegania presji posiadania nowych rzeczy i odpuszczania sobie pogoni za tym by mieć więcej. Mały druczkiem dodaję, że nie jestem finansowym ninja, a książka Michala Szafrańskiego (jeszcze) czeka w kolejce podczas gdy ja oglądam Youtube. Faworyt w kategorii: The Financial Diet to moja WNM
  • Przyswajanie wiedzy poprzez słuchanie. Sięgając pamięcią do czasów szkolnych i studenckich, przyznaję, że lubiłam chodzić na wykłady i słuchać jak mi ktoś opowiada o tym, czym później będzie mnie próbował zagiąc na kolokwium. Jeśli cofnę się jeszcze bardziej w czasie to zobaczę siebię słuchającej bajki na walkmanie którego dostałam na święta. Dążę do tego, że podcasty. Podcasty są trochę jak fajny wykład a trochę jak snuta w odcinkach prywatna opowieść której można słuchać na spacerze albo przy skłądaniu koszulek. Wykłady TED mi tak nie zrobiły, jak zrobiły mi podcasty gdzie wyłączam zmysł wzroku i słucham robiąc to co akurat mam do zrobienia. Słucham różnych autorów, ostatnio najchętniej podcastu Owsiana, Justyny Świetlickiej. Ciekawe treści, długie rozmowy (10k kroków w parku wyrobione za każdym razem) i brak zadęcia w prowadzonych rozmowach. Sztosik.
  • Poznawanie i zrozumienie siebie to coś co trochę spadało na dalszy plan (w moim przypadku) w trakcie “normalnych czasów” a co teraz siedzi w pierwszym rzędzie w cekinowej bluzce i nie daje od siebie odwrócić oczu. Powiedzmy to sobie szczerze – praca z domu. Praca z domu sprawiła, że biurwy i biurwoły (?) nagle zostali wyjęci ze swoich rozmów przy robieniu kawy i wypadów po Snickersa piętro niżej i włożeni w calkiem nową rzeczywistosć zostawianą do tej pory na co najmniej 8 godzin za drzwiami otwieranymi na identyfikator ze zdjęciem. Dzięki Home Office mogłam rozplanować sobie dzień inaczej niż zwykle a następnie szybciutko dojść do wniosku, że daleko z takim planowaniem nie zajdę. Okrojone interakcje towarzyskie sprawiły, że więcej czasu spędzam ze sobą. Tylko o co mi chodzi? Tu z pomocą przyszedł podsłuchany w podcastach Test Gallupa, cvałkiem odświeżające narzędzie które dla odmiany nie tłucze mnie po głowie moimi niedociągnięciami tylko głaszcze i mówi “ale patrz jakie tu masz natualne talenty, może zrób coś z nimi.” Super wgląd w siebie i coś nad czym nie pochylałam się wczesniej w pogoni za króliczkiem o którym wiedziałam, że go jeszcze nie mam. Polecam wszystkim zmeczonym słuchaniem o tym, że będą świetni jeśli zmienią w sobie wszystko i przejdą delikatną lobotomię.
  • Tak jak wczesniej napomnknęłam, opowieści przed snem towarzyszyły mi przynajmniej od czasu kiedy słuchałam ich na moim żółtym walkmanie. Przeskakując do mnie dorosłej, zgubił się gdzieś czillout wynikający z fikcyjnych historii przed snem a zastąpił go nawyk oglądania czyichś opowieści snutych na Instagramie. Nowy nawyk doprowadził mnie do suchego oka i inwestycji w kropelki oraz do problemów ze snem z powodu nakęcenia emocjonalnego. Od mniej więcej miesiąca staram się trzymać nawyku czytania przed snem. Czy to oznacza, że kładę telefon daleko od łóżka po to, żeby po niego nie sięgać? Prawdopodobne. Czy czytam na czytniku żeby mi było super wygodnie? Być może. Chwilo nie ma dla mnie powrotu do beletrystyki ale chętnie czytam o różnych niepojętych dla mnie tematach, takich jak w książce “Światy równoległe”, z której pochodzi tytułowy cytat.

Moje małe kroczki ku utrzymaniu się w ryzach są małe, ale są moje. Polecam popatrzenie na siebie z przychylnością i przekonanie się, które nawyki są nasze i wynikające z indywidualnych potrzeb a które są nabyte drogą kupna i sugestii.

Author: K

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *