Dać sobie szansę

Przeglądając ostatnio instagrama trafiłam na instastory mojej bardzo zorganizowanej i „zwartej do działania” koleżanki z pracy. Było to zdjęcie a na nim okładka książki, którą też posiadam, oraz zapisana pismem ręcznym karta z dziennika. Znajoma opisywała jak to ostatnimi tygodniami nie miała czasu na wykonywanie swoich porannych rytuałów, i że miało to swoje odzwierciedlenie w jej sposobie działania.  Zwróciłam na to story uwagę bo komunikat z niego płynący był jasny – potrzebuję mojej porannej rutyny do tego, żeby być zorganizowaną i produktywną. Jestem też totalnie zakochana we frazie której ta znajomaa użyła w swoim opisie: „My morning routine took a back seat lately”. To właśnie na fali tej frazy powstaje ten wpis.

Osobiście małymi krokami próbuję się ewakuować z religii produktywności. Nie jest to do końca możliwe bo jednak pracuję w korpo, mam zadnania i ramy czasowe do ich wykonania i bycie rozlazłą mi w tym nie pomaga. Jednak z różnych powodów, które się przez ostatnie 6 lat nawarstwiały i nakładały na siebie jak farba na olejnym obrazie, nie czuję już, że mam ochotę na optymalizowanie każdej minuty mojego dnia żeby wycisnąć go jak cytrynkę. Na motyw „hustle culture” dostaję wysypki a kiedy słyszę hasła jak „grind” albo „boss babe” to czuję się zmęczona. Oczywiście, takie odbicie się od tematu skonczyło się wystrzeleniem w drugą stronę barykady, gdzie przez chwilębyłam bardziej ziemniakiem biznesu, niż jego rekinem.

źródło: https://twitter.com/memegzombodroid/status/1209519228459667457

Jednak po fazie nadmiernej korekty (czyli wyrzucenia w kompletnie odwrotny schemat), gdzie zaczynałam dzień od włącznaia drzemki w budziku, czytania ploteczek, i zagadywania kogokolwiek się dało, zaczęłam szukać czegoś co będzie bardziej wypośrodkowaną strategią działania. Nie jest to sexy morning routine, bardziej tworzenie warunków do tego, żeby ogarnąc to co jst do ogarnięcia. Roboczo nazywam ją sobie w głowie strategią „Dać sobie szansę”.

A zatem, presenting: „Dać sobie szansę” – morning edition, które działa na mnie.

  1. Ubrać się, oagrnąć higienę i siąść do biurka. Od kiedy praca z domu stała się normą, pojawiła się też całkiem normalna pokusa żeby robić różne rzeczy z doskoku i żonglować zadaniami domowymi i pracowymi. I tak nikt tego nie widzi a liczy się przecież wykonanie zadania (w moim pracowym świecie). Metodą prób i błędów doszłam do wniosku, że takie podejście nie sprawdza się u mnie. Mam takie dni kiedy wstaję o 6 rano żeby przygotować się na rozmowę z klientami w Azji o 7, i siadam do niej w piżamie, bo przecież liczy się to co w środku (i żeby się nie spóżnić). I o ile wykonuję zadanie, to po jego zakończeniu czuję się rozmemłana i ciężko mi znaleźć swój rytm. Dlatego intuicyjnie, ogarniam się i swój ubiór zanim zabiorę za pracę. Teraz, kiedy o tym myślę, to jest to trochę zaznacanie granicy, że teraz jestem w pracy bo jestem ubrana inaczej (a konkretniej w mój wyjściowy dres). Dużą rolę odgrywa też tutaj woda i kawa.
  2. Ciepła kawa. Na początku pandemii znalazłam sobie hobby w postaci kawy speciality przygotowywanej w Aeropressie. Swoją wiedzę w temacie określam na 70% (ten procent był wyższy do momentu kiedy barista w Berlinie spytał mnie o szczegóły tego jak parzę swoją kawę; po tej przygodnie trochę spokorniałam) ale nie przeszkadza mi to w cieszeniu się moją zajawką. Lubię proste zadania których wyniki widać gołym okiem i takie właśnie dla mnie jest przygotowywanie kawy z rana. Mielę ją recznie, nastawiam na konkretny czas, mam zawszę tę samą sekwencję działania i daje mi to wprowadzenie w pewien rytm. Mam też na biurku litrową butelkę z wodą. Kombinowałam jaką by tu hispterską butelkę sobie sprawić po czym wygrzebałam jakąś starą plastikową z logo mojego pracodawcy, która zupełnie przypadkiem okazała się idealnym rozwiązaniem. Mam ją zawsze pod ręką, logo firmy przypomina mi, że jestem pracy (jestem wzrokowcem) a przy okazji gwarantuje mi krótkie przerwy i wstawanie od biurka w miarę regularnie. Win win. Tak przygotowana, zaczynam od naoliwienia mojego mentalnego łańcucha ????
  3. Dostrojenie. Bardzo fajną rzecz widziałam ostatnio na youtube gdzie ktoś tłumaczył, że małe zadania prowadzą do realizacji dużych zadań i że wyjściem z zastoju jest rozgrzewka. Zobrazowane to było odpalaniem piły motorowej. Trzeba pociągnąc kilka razy za sznurek żeby odpalić na zimnym silniku (ponoć). Takie małe zadania z niskim progiem wejścia, są jak odpalanie i ciągnięcie za ten szarpak zanim motor załapie i ruszy. Dla mnie takim szarpakiem jest przeczytanie jednej strony „Daily Stoic” i zapisanie 3 stron w dzienniku. Ze stoicyzmem czasem się zgadzam, czasem nie, ale jedna strona to niski próg wejścia, jeśli się zgadzam to mój mózg się cieszy, a jeśli nie to przynajmniej się rozrusza rozkminiając co mi w przeczytanej treści nie leży. 3 strony w dzienniku to nawyk wyrobiony dzięki „Drodze artysty” (wspomniane w tym wpisie) – okazuje się, że nie tylko fajnie pobudza kreatywnośc ale też reguluje moje emocje. Mam okazję zrzucić z klaty to co mnie gniecie z poprzedniego dnia, czasami dzięki takiemu pisaniu bez sensu okazuje się, że trafiam na to o co mi chodzi i rozumiem dlaczego zaciskam zęby albo boję się wysłać maila z konfrontacją. Polecam, 10/10. Piszę niedbale, notatki są nie do rozczytania (jak recepty pisane ręcznie przez lekarzy) i bez ładu i skłądu ale celem tutaj nie jest wracanie do pamiętnika, ale szybkie wyregulowanie emocji i nastawienie się na dostrojenie się do siebie. Warto dodać, że zwykle towarzyszy mi muzyka lo fi której słucham na słuchawkach, żeby stworzyć swoją bańkę i się wyizolować od otoczenia.

To są sposoby które zwykle wprawiają mnie w na tyle dobry nastrój, że jestem w stanie bezboleśnie, z poczuciem osiągnięcia czegoś, przenieść moją uwagęna moją listę zadań do zrobienia. Lubię ją mieć zapisaną w kalendarzu i skreślać długopisem każdy odhaczony punkt, bo, tak jak wspomniała, lubię widoczne rezultaty. Są takie dni kiedy jedyną rzeczą która mnie niesie przez 8 godzin pracy jest chęć sreślenia wszystkiego na tej liście. I spoko, jak działa to działa.

Chyba jedynym niebezpieczeństem takie sposobu operowania jest to, że takie 30 minut rozruchu potrafi czasami wprowadzić w tak dobry nastrój, że po wykonaniu tych czynności można poczuć się wystarczająco zwyciężcą. A wtedy, wiadomo, należy się wtedy przerwa….

Zdjęcie: Photo by Lars Blankers on Unsplash

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *