“My feelings are not facts, they’re just feelings.”

Brałam ostatnio udział w, kolejnym, treningu na temat Imposter Syndrome. Po Polsku nazywa się to zjawisko, wg wyszukiwarki, Syndromem Oszusta. Chociaż moją uwagę totalnie przykuło słowo HOCHSZTAPLER. Biorę.

Uczestniczyłam więc w tym wirtualnym szkoleniu, gdzie panel skłądający się z kobiet, radził publiczności składającej się z kobiet, jak mówić “wyzwanie”, mając na myśli “problem”. I tam właśnie padło tytułowe zdanie. Dało mi ono do myślenia bo właściwie ja się ciągle jakoś czuję i dłuższy czas uczyłam się żeby tych uczuć nie upychać i nie olewać, tylko żeby uczyć się dzięki nim siebie czytać.

I tu na przykład, siadam w końcu do pisania bloga. Bloga! I opublikowania go w internetach! Moje dotychczasowe doświadczenie to kilka nieudanych podejść, słomiany zapał i totalny brak pomysłu kiedy już postanawiam, że coś jednak napiszę. Nie da się, totalna pustka w głowie albo uczucie, że jeśli już się za publikowanie biorę to powinnam wejść cała na biało i oznajmić ludzkosci coś, z czego nie zdawała sobie jeszcze sprawy. Czy to trema? A może nie mam nic do powiedzenia? Nie wiem. Przejrzałam kilka blogów osób ktore czytam i właściwie już prawie odwoływałam ten adres. Powiedzmy sobie szczerze, ja tu sobie siedzę w maleńkim mieszkaniu i rozmyślam, że zawsze lubilam pisać z polskiego, i skoro wolę coś napisać niż opowiedzieć to znaczy, że chyba umiem. Hochsztapler, jak nic.

Nie wiem czy to problem czy ten jeden, jedyny przypadek, że wyzwanie ale jedziemy z tym koksem. Ale o czym pisać? Jak zacząć? Może jak klasyk TrzaskPrask Zaczę od tego, żę jestem strasznie spocona.

Author: K

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *